Niezwykła historia polskiej lunazyny – część 2 

Zdarzenia takiej rangi, jak opracowanie autorskiej metody pozyskiwania białka, które jest pierwszym opisanym pokarmem epigenetycznym i zarazem peptydem terapeutycznym o tak wielkich możliwościach, jakie posiada lunazyna – nie dzieją się nigdy przypadkiem. Dotknąłem tej niezwykłej historii na tyle blisko, że mogę o tym osobiście zaręczyć.

Jakkolwiek zabrzmi to dla kogoś nieprawdopodobnie – Filip Porzucek wiedział, jako jeden z niewielu ludzi na świecie, jak praktycznie wyizolować lunazynę z sojowej albuminy 2 S - już jako student! Między innymi ta właśnie wiedza pozwoliła mu otrzymać dwukrotnie od Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego stypendium „za wybitne osiągnięcia naukowe”, a po zakończeniu studiów magisterskich ogólnopolską nagrodę „Studencki Nobel” w kategorii nauk przyrodniczych.


I tak na jesieni 2012 roku w Poznaniu zakończono pierwszy, przeprowadzony w Polsce, autorski udany eksperyment pozyskania aktywnej biologicznie lunazyny z naturalnego źródła roślinnego. Dokonano tego za pomocą metody, a właściwie nawet trzech, opisanych w raporcie pokrewnych metod, z których żadnej oryginalnego charakteru nikt nigdy nie zakwestionował.

Publikacja miała miejsce w marcu 2013 na łamach Acta Biochimica Polonica Vol. 60, No 1/2013, 107-110. Wynik badań opisano jako: „Wyizolowanie niskocząsteczkowych frakcji albuminy 2 S z nasion soi”.

Tutaj publikacja:

http://www.actabp.pl/pdf/1_2013/107.pdf

Było to również pierwsze, pozyskanie aktywnej biologicznie lunazyny z naturalnego źródła na Starym Kontynencie!

Jako Polacy powinniśmy z tego powodu tryskać dumą, nie mniejszą niż wówczas, kiedy mowa jest np. o polskiej metodzie pozyskiwania grafenu. Co więcej: czy dziś przeciętny mieszkaniec naszego kraju ma szansę skorzystać z wynalazku grafenu osobiście? A tym bardziej zarobić na tej rodzimej technologii jakiekolwiek pieniądze?
Bo z lunazyną jest jak najbardziej możliwe i jedno i drugie. Nawet natychmiast.
Tymczasem, od początku nagłośnienia tego niezwykłego zdarzenia przez COLWAY, pojawiają się pytania w rodzaju: „jak to możliwe, by umiejętność taką posiadł młody dopiero kandydat na biotechnologa, piszący wówczas jeszcze swoje pierwsze prace dyplomowe?”
Czy ktoś słyszał, by o wynalazców grafenu w taki sposób pytano?  

Niech sobie wszyscy wątpiący odpowiedzą na te pytania wg. własnego uznania, tzn. że albo sposoby te (bo Filip zna ich dziś co najmniej cztery!) podpowiedział mu dziadek Jan, albo jego wykładowcy i współautorzy publikacji. Kto jednak wie, czym jest prawdziwa pasja, szczera miłość do tego co się robi i żelazna konsekwencja w dążeniu do realizacji marzeń – ten po jednym choć z nim kontakcie, nie wypowie już nigdy podobnych wątpliwości.

Kto chce się zapoznać z dorobkiem tego młodego jeszcze naukowca – niech zajrzy tutaj:
https://www.researchgate.net/profile/Filip_Porzucek

W rzeczywistości jest tak, że nie ma dziś w Polsce (a może nawet w Europie) człowieka, który wie więcej o lunazynie, niż Filip Porzucek. Od zawsze chłonął każdą nową informację na jej temat w internecie, o niej pisał pracę inżynierską, potem magisterską, a wreszcie doktorską. Kto inny, jak nie on miał więc opracować polską metodę jej pozyskiwania?

W istocie nie przyszło to Filipowi Porzuckowi ani łatwo, ani szybko.

Należy przede wszystkim powiedzieć, że sam w sobie proces izolacji lunazyny nie wydawał się aż tak trudny, choć ze względów prawnych trzeba było dojść do celu drogą omijającą metodę zastrzeżoną przez Galveza i de Lumena. Filip nie był wszak w swoich pionierskich działaniach bynajmniej jedyny na świecie. Problem główny stanowiły zazwyczaj pieniądze, gdyż niezależnie od poniesionych nakładów, laboratoryjnie uzyskiwano żałośnie małe ilości tego białka.
Ceny lunazyny syntezowanej przez wiele lat były, szczególnie dla niezależnych naukowców - zaporowe. A zastrzeżenia patentowe sposobu izolowania tego peptydu z soi, okazały się na tyle skuteczne - że środowiska naukowe odczuwały przez długie lata fizyczny brak czystej lunazyny roślinnej.
Wszystko to, przy jednoczesnym ogromnym zainteresowaniu lunazyną wielu ośrodków eksperymentalnych powodowało, że laboratoria próbowały same pozyskiwać aktywny biologicznie materiał badawczy. I jeśli dokonamy wnikliwego przeglądu światowego piśmiennictwa, to stwierdzić należy, że niektórym się to udawało.

Przykład: efektywna izolacja lunazyny w ośrodku koreańskim. Publikacja z 15.03.2006:

https://patentimages.storage.googleapis.com/dd/79/0a/923e410070b2fe/KR20070093758A.pdf - oryginał

https://patents.google.com/patent/KR20070093758A/en - tłumaczenie

Takich metod autorskich powstało niebawem więcej. Praktycznie jednak żadna z nich nie okazała się dość wydajna i poza koreańskimi, chińskimi, czy meksykańskimi - nie ostały się one nawet w internecie. Inne zaistniały krótko, lokalnie i tylko do celów badawczych lub wysunięto wobec nich zarzut plagiatu.

Na uwagę zasługuje szczególnie wynik zespołu badawczego z Kentucky: Lauren E. Seber, Brian W.Barnett, Elizabeth J. McConnell, Steven D. Hume, Jian Cai, Kati Boles, Keith R. Davis - którym okazała się znacznie wydajniejsza od archetypowej, metoda izolacji 99% -ej lunazyny z odłuszczonej mąki sojowej.

Ich eksperyment prowadzony był wtedy równolegle do badań zespołu, w którym pracował Filip Porzucek, przy czym aż do opublikowania wyników (Amerykanie wyprzedzili grupę poznańską o kilka miesięcy), jedni nie wiedzieli o istnieniu drugich, co czyni jeszcze ciekawszym fakt, że oba zespoły zaobserwowały w tym samym czasie, iż lunazyna pozyskiwana z albuminy 2 S sojowej zbudowana jest jednak nie z 43-ech, jak ciągle czytamy w różnych materiałach – lecz z 44 aminokwasów.

Tu jednak podobieństwa się kończą. Zespół z Owensboro w Kentucky mógł się bardzo precyzyjnie przygotować do eksperymentu, korzystać z każdej potrzebnej aparatury i surowców w nielimitowanym czasie, a na koniec szczegółowo i transparentnie opisać swoją metodę - https://doi.org/10.1371/journal.pone.0035409 - gdyż mieli oni od razu niejako zagwarantowaną jej ochronę patentową i perspektywę profitów z podjętych działań. Korzystali nie tylko z przyzwolenia, ale także z konsultacji samego Bena de Lumena i zostali przez niego hojnie wyposażeni w materiał wyjściowy, również w postaci przeciwciał lunazyny. Projekt był finansowany przez firmy Grain Company LLC i Kentucky Soybean Promotion Board oraz Armię Stanów Zjednoczonych.

Poznaniacy działali w całkowitej niewiedzy praktycznej, stąpając po gruncie zupełnie im nieznanym i w bardzo ograniczonej przestrzeni realiów polskiego laboratorium uniwersyteckiego. Dostali tylko … nasiona, a głównym ich motorem napędowym był entuzjazm wchodzącego w skład zespołu stypendysty i jego niewzruszona pewność, że wie… Wie dokładnie i na pewno, jak to zrobią…

W takich warunkach plonem polskiego eksperymentu mogła być więc tylko „laboratoryjna” ilość lunazyny. Filip Porzucek brawurowo osiągnął swój młodzieńczy cel, realizując wielkie marzenie naukowe, lecz nadal nie miał widoków na przekucie go w sukces komercyjny. Nie przybliżył się też do realizacji swojego Największego Marzenia … aby dać lunazynę wszystkim… Opracowana metoda była pionierska, polska - ale ciągle zbyt mało wydajna.

 

 

Historyczne spotkanie w Jeleniej górze

Niezwykłej opowieści Filipa o jego wielkiej pasji , o marzeniach i tęsknocie do tego, by uczynić lunazynę ogólnodostępną dla wszystkich ludzi - wysłuchałem w 2014 roku, nieco ponad rok po zakończeniu opisanego wyżej eksperymentu.

Siedzieliśmy wówczas w czwórkę, w jeleniogórskim laboratorium dr Jana Czarneckiego, gdzie Filip zjeżdżał na wakacje, ferie i wiele weekendów, a ja przybyłem z Piotrem Pakułą, aby uczcić sukces, wieńczący lata pracy Piotra z doktorem Janem, nad uzyskaniem kolejnego, polskiego natywnego kolagenu, który nie boi się denaturacji termicznej.
Aby mogło się to stać, Jan Czarnecki musiał najpierw dokonać pierwszego w dziejach, kontrolowanego rozpadu helisy kolagenowej. Wiedzieliśmy przecież, że całą czarną robotę, bez której ten proces nigdy nie zostałby zamknięty, wykonał Filip.

dr Jan Czarnecki i Jarosław Zych. Zdjęcie wykonane zostało nazajutrz po opisywanych tu zdarzeniach.

 

To był cudowny wieczór. Jeden z tych, które pamięta się do końca życia. Jego klimat, oprócz poruszanych Ważnych Tematów budowały relacje Filipa z Dziadkiem, doktora Jana z Piotrem i Piotra ze mną…

Zamykaliśmy jeden rozdział i bardzo chcieliśmy otworzyć następny. Filip mówił o lunazynie tak, jak można mówić chyba tylko o miłości swojego życia.

Istnieje pewien dokument, który powstał właśnie w tamtych dniach, mogący wydać się suchy w brzmieniu, lecz kto go uważnie przeczyta, postrzeże w drugiej części ogromne emocje:

http://www.efs.wup.poznan.pl/att/stypendia/2014/Porzucek_Filip.pdf

Filip Porzucek odwlókł moment otwarcia przewodu doktorskiego, aby uzyskać dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Społecznego… na co? Otóż na nic dla siebie. Swój doktorat uczynił jedynie pretekstem do zdobycia środków, jakie pozwoliłyby mu wznowić prace nad podniesieniem wydajności procesu pozyskiwania lunazyny:

„na drodze nadeksperesji w układzie prokariotycznym, a następnie eukariotycznym”…

Prac, czemu właściwie mającym posłużyć?

„…otrzymaniu preparatu zawierającego lunazynę, który byłby [powszechnie – przyp. J.Z.] podawany doustnie”,

„…opracowaniu formuły umożliwiającej zewnętrzną aplikację lunazyny w celu zapobiegania, oraz hamowania rozwoju nowotworów skórnych”,

„…praca doktorska zawierać również będzie testy w warunkach in vitro na nowotworowych modelach komórkowych w celu sprawdzenie działania uzyskanych preparatów”,

„…najbardziej korzystną sytuacją byłoby pozyskanie funduszy na uruchomienie przedsiębiorstwa zajmującego się wytwarzaniem produktów pochodzenia sojowego”.

Taki jest Filip Porzucek.



- Idealista. Marzyciel? - wypytywała o niego dr Blanca Hernández-Ledesma – z Hiszpanii, autorytet farmaceutyczny i ekspert w temacie: lunazyna.

- Tak – odpowiedzieliśmy.

- Ale czy … konkretny?

- Do bólu , pani doktor… do bólu konkretny. Lub jak pani woli – do skutku!

Zdjęcie wykonane już w 2018 roku, w laboratorium firmy Cofactor

 

Wieczór płynął. Wszyscy obecni świadomi byliśmy niebywałej szansy, jaka nigdy się nie powtórzy.

Trudno wręcz wyobrazić sobie, by pojawiła się druga substancja o właściwościach prozdrowotnych tak niezwykłych, że setki leków chemicznych nawet się do niej nie umywają, będąca tymczasem „zwykłym” peptydem roślinnym, co oznacza, że nie można zabronić ludzkości do niej powszechnego dostępu! W Ameryce zapewne też nie wszyscy są zachwyceni tym, że lunazyna jest w suplementach diety. Lecz nie sposób zabronić przecież spożywania i dystrybucji soi, w konsekwencji zatem i ekstraktów sojowych.

Lunazyna nie ma, bo nie może mieć żadnych działań niekorzystnych i bardzo trudno będzie ją nawet w jakikolwiek merytoryczny sposób zaatakować medialnie, np. kwestionując jej właściwości. Ma zbyt dobrą „prasę”.
Jej biodostępność, wynikająca z nieulegania dzięki inhibitorom proteaz trawieniu, przedostawania się do krwiobiegu i docierania do komórek - jest oczywista.

Jej działanie epigenetyczne – metylacja i acetylacja histonów – zostało już niemal sfilmowane.

Podnoszenia naszej odporności, likwidowania mikrostanów zapalnych – należy przy suplementacji lunazyną oczekiwać tak samo, jak pewne jest to, że trudno dziś o zalecenie substancji właściwszej w profilaktyce nowotworów. Szczególnie raka jelita grubego.

 

 

Dzień, w którym jedni wypowiedzieli deklaracje, a drudzy obietnicę…

„Czego nam więc tylko brakuje panowie?” – padło pytanie.

Brakowało nam lunazyny, którą Filip musiał nauczyć się izolować na tyle tanio, czyli wydajnie, abyśmy mogli ją włączyć do składu preparatów ogólnie dostępnych bez recepty i dystrybuowanych najlepiej bez żadnych kontaktów z farmacją.

- W przypadku peptydów sygnałowych czynnikiem najważniejszym nie jest ich masa lecz biodostępność – stwierdził dr Jan Czarnecki. - Mimo wszystko, dawka 600 nanogramów lunazyny w kapsułce, w amerykańskich suplementach, to jakiś żart. To mniej niż zapach – dodał.

- Ile powinno być? – zapytał Filip

- Nie wiem, trzeba będzie to zbadać, ale myślę, że sto razy więcej czystej lunazyny w jednej kapsułce polskiego suplementu diety z nią w składzie, to jest wynik, do jakiego powinieneś wnuczku dążyć…

ciąg dalszy nastąpi

Jarosław Zych

Newsletter

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Strona colway.pl używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem