Niezależni eksperci podnoszą w tych dniach w swoich publikacjach, iż WHO, która sama w minionym roku wskazywała na fatalny dla kondycji zdrowotnej mieszkańców, przede wszystkim północnej półkuli globu, niedobór witaminy D – obecnie całkowicie na ten temat milczy, co jest niezrozumiałe i wywołujące wiele spekulacji. Pojawia się w ostatnich tygodniach, szczególnie w USA coraz więcej apeli – wśród których są też prawdziwie dramatyczne – wzywających do uzupełniania w organizmie poziomu tej witaminy.
Wskazuję się coraz częściej też na to, iż nie można nie zauważyć faktu, że w Chinach, które przyjęły pierwsze uderzenie wirusa, na co były nieporównywalnie mniej przygotowane niż Europa i Ameryka, jego żniwo śmiertelne wydaje się dzisiaj porównawczo bardzo niewielkie, aby nie powiedzieć – przy uwzględnieniu koniecznych tu proporcji – wręcz nikłe.
Epidemia w Chinach praktycznie już wygasła. Jedyne stwierdzane dziś zarażenia pochodzą z „reeksportu” wirusa COVID 19.
Eksperci wskazują tu na korelację faktu najwyższego na świecie spożycia witaminy C, jakie ma miejsce właśnie w Chinach, będących też dziś głównym producentem (blisko 70% światowej produkcji) syntezowanego kwasu askorbinowego (E300). Witamina C w takiej, krystalicznej, czyli ewolucyjnie nieznanej naszym organizmom postaci jest znacznie gorzej przyswajalna od pochodzącej z naturalnych jej źródeł. Jednakże w Chinach jest dodawana do żywności przetwarzanej, w ilościach znacznie większych, niż ma to miejsce w innych krajach, gdyż w ten sposób służy realizacji tamtejszego, wieloletniego już programu zdrowotnego.
Według źródeł chińskich program ten przynosi bardzo dobre rezultaty.
Coraz więcej organizacji wzywa więc także do spożywania maksymalnie zwiększonych ilości witaminy C. Mającej po witaminie D największy udział w budowaniu odporności m.in. też na zarażenia wirusowe.
Przykład takiego apelu: Optimisation-of-Vitamin-D-Status-for-Enhanced-Immuno-protection-Against-Covid-19.pdf